18 kwietnia 2018

Houston, Houston czy mnie słyszysz?*


Długo mnie tu nie było, ale to z powodu trudów życia na Marsie. Jak powszechnie wiadomo kolonizacja nowych terenów nigdy nie jest łatwym zadaniem, i nie sprzyja nadmiernej komunikacji z resztą świata. Ale w końcu znalazłam swoje miejsce i się urządziłam. I znowu mogę zacząć nadawać...

* Tytuł posta został pożyczony z jednego z opowiadań Alice Bradley Sheldon, która przez całe życie publikowała pod pseudonimem James Tiptree Jr.

21 maja 2017

Zaplątana...

...w nitkach, włóczkach i materiałach. Pół szafy zaanektowała bawełna pospołu z filcem i za każdym razem kiedy tam zaglądam patrzy na mnie z wyrzutem domagając się nowego życia - jako przytulanka, gryzak, lub część wyposażenia dawno obiecanego domu dla lalek. Włóczki kryją się po kątach i  tylko czekają na chwilę mojej nieuwagi, by wyskoczyć z prośbą zamiany na maskotkę, sukienkę dla lalek, lub ozdobę domu. A tym wszystkim lamentom wtórują kilogramy koralików i cekinów schowane głęboko, w trosce o zdrowie i dobre samopoczucie Pana i Władcy *

Zapasy bawełny, która powoli zamienia się w maskotki i ozdoby.
Niestety tempo przemiany jest dużo wolniejsze, niż tempo pojawiania się kolejnych metrów tkaniny

Dwie półki zajęte przez filc, oraz minky. Z powodu chronicznego braku  czasu,
wszystko nadal wygląda jak w dniu zakupu.
I to jest powód mojego milczenia tu. Szukanie nowych wzorów, szycie, wycinanie, wypychanie i próby zrobienia zdjęcia, nim gotowa zabawka zniknie z mojego domu **, zajmuje mi każdą wolną chwilę, tak że na pisanie czasu zupełnie nie starcza. Ale powoli zaczynam za nim tęsknić. Mimo bardzo burzliwego początku roku, wulkan w mojej głowie ucichł i zasnął, pozwalając ponowne cieszyć się z drobnych rzeczy bez farmakologicznego wsparcia. Więc może i niedługo na Marsa zawita spóźniona wiosna...


* Walający się wszędzie filc, bawełna wystarczająco irytują Pana i Władcę
** Jak na razie w tym względzie ponoszę porażkę, za porażką i nim znajdę aparat, maskotki zazwyczaj mają już nowego właściciela

21 marca 2017

Motylem jestem...

Po pomalowaniu kilkudziesięciu opakowań po jogurtach przyszedł czas na zmianę działalności "artystycznej". Wyciągnęłam wreszcie z szafy kupiony już jakiś czas temu pistolet do kleju i przy jego użyciu postanowiłam przerobić słoik na wazon. I przerobiłam z efektem widocznym poniżej.


I przy okazji nauczyłam się kilku ważnych rzeczy:
  • Klej na gorąco, jak sama nazwa wskazuje jest gorący. Wręcz piekielnie gorący...
  • Klejenie pistoletem nie jest takie proste, jak widać to na filmach. Przynajmniej na początku...
  • Znaleziony na strychu wiekowy sznurek używany do snopowiązałki, do oklejenia słoika się nadaje, ale efekt końcowy nie jest jak na zdjęciach w internecie. Przypomina raczej wystraszonego jeżozwierza i nawet strzyżenie nie wiele pomaga...
  • Białe, plastikowe motylki na sizalowym sznurku nie wyglądają dobrze, zdecydowanie nie wyglądają, ale na szczęście istnieją cudowne markery...
  • Rozpoczynanie pracy w okolicach 23.00, bo "chcę sprawdzić jak to wyjdzie" jest najgłupszym z możliwych pomysłów. Dlaczego? Patrz punkty wyżej...