Jestem wydawcą ebooków. Co prawda tylko na użytek własny, ale od dwóch tygodni, jak tylko wygrzebałam się z dołka związanego z ograniczeniami kindle, składam ukochane fanfiki i inne opowiadania w coś, co kindle raczy przyjąć. A ponieważ każda porządna książka powinna mieć okładkę, więc przy okazji robię i okładki. Ja, o której zazwyczaj w kontekście talentów artystycznych w naszym domów mówiło się na końcu. Bo ja jestem umysł ścisły, a duszą artystyczną jest Blondynka. A przynajmniej tak było w dzieciństwie, bo z czasem okazało się, że obie równie dobrze sprawdzamy się zarówno w sferze artystycznej jak i naukowej. Co prawda zdecydowanie różnymi talentami dysponujemy, ale zaszufladkowanie nie do końca jest już tak oczywiste.
Chociaż rysować i tak nie potrafię, ale by przygotować okładkę talenta do rysowania nie są potrzebne. Wystarczy umiejętność obsługi programu graficznego. Takiego GIMPa na ten przykład. Więc w ostatnich dniach oprócz montowania ebooków, siedzę i masowo okładki produkuję. I przeglądam moje stare gimpowe wypociny, i co gorsza postanowiłam pochwalić się nimi przed światem...
