12 kwietnia 2013

Wszystkie książki świata

Mam czytnik ebooków. Kindle. Skoro tyram na dwóch etatach, to chyba mogę pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa i luksusu. Z drugiej strony po przeczytaniu setek różnych opinii, wyszło na to, że mimo różnych wad Kindle i tak jest najlepszym wyjściem dla takiego laika w tej dziedzinie jak ja. No, więc mam Kindle od tygodnia, i świat oszalał jeszcze bardziej (o ile to było możliwe), a Merlin wykorzystał okazję i zemścił się okrutnie za próbę napisania fanfika.

Kindle trafił w moje ręce dzień wcześniej niż się spodziewałam. Znaczy się miał przybyć w piątek, a był już w czwartek. No i wtedy zaczęło się totalne szaleństwo, bo przecież jak mam czytnik, to wszystkie książki świata są w zasięgu mojej ręki. Znaczy się szaleństwo związane z tym, czego to ja teraz nie przeczytam zaczęło się już zdecydowanie wcześniej, w momencie jego zamówienia, więc gdy trafił w moje ręce stan radosnej głupawki osiągną apogeum. A później było bolesne zderzenie z rzeczywistością. Bo tak naprawdę ilość książek, do których mogę się dobrać ma swoje ograniczenia.

Po pierwsze cenowe. Ja jeszcze ostatecznie na głowę nie upadłam, by przepłacać za wydanie elektroniczne, skoro papierowe bywa czasami o połowę tańsze. I nawet opcja natychmiastowego dostępu nie jest w stanie mnie do tego przekonać.
Po drugie formatowe. Kindle zabezpieczonych plików epub nie czyta. Tych niezabezpieczonych z resztą też, ale te drugie łatwiej skonwertować do nadającego się do użytku formatu, a z pierwszymi nie chce mi się obecnie wojować.
Po trzecie wynikające z polityki amazonu. Niestety, jako użytkownik nieposiadający „własnego” amazona, jestem odgórnie przypisana do amazon.com, chociaż z różnych przyczyn zdecydowanie bardziej interesuje mnie oferta amazon.co.uk. I może jest jakiś sposób na obejście owych ograniczeń, ale chwilowo nie chce mi się z tym wojować.

I tak w depresji równie głębokiej, jak wielka była wcześniejsza radość, udałam się na pocieszające zakupy. Po nabyciu dwóch pozycji z doktorowego uniwersum dostępnych jedynie w wersji elektronicznej (The Angel’s Kiss i Summer Falls), w chwili głębokiego zaćmienia umysłowego postanowiłam kupić coś osadzonego w świecie legend arturiańskich. Mój wybór padł na cykl My Merlin (My Boyfriend Merlin; My Merlin Awakening; Ever My Merlin), bo cena za trzy tomy była kusząca. I tak się cieszyłam z tego zakupu do momentu póki nie zaczęłam czytać. A kiedy zaczęłam czytać, to po kilku stronach miałam ochotę walnąć się w czytnikiem w głowę, bo zapowiada się, że jest to nic innego jak zmierzchopodobna love story, tylko tym razem w nieco innych realiach. A ja takich historii nie lubię. Albo inaczej mówiąc już zdecydowanie za stara na nie jestem. Ale pocieszam się, że może się mylę, bo w końcu ledwo przez kilka pierwszych stron przebrnęłam. A jak się dalej nie poprawi, to po prostu potraktuję to, jako ćwiczenie z angielskiego, mimo że ten gad, Merlin cieszy się jak głupi i złośliwie przypomina mi, że dużo ciekawszych książek w tym języku stoi na półkach.

Ale to wszystko miało również swoje dobre strony. Profilaktycznie zastosowane walnięcie w głowę (ścianą, nie czytnikiem) poskutkowało ułożeniem wszystkich klepek na właściwym miejscu i przypomnieniem sobie faktu, że głównym powodem nabycia czytnika była chęć czytania fanfików bez ograniczeń. I po tym wszystko wróciło do normy, co w moim przypadku oznaczało po prostu kolejną głupawkę. Ale to już historia na inną opowieść.
Udostępnij:

4 komentarze:

  1. Ależ! Ściągnij jakiś darmowy konwerter (na pewno jakiś jest) i wchodź na Chomika (oj tam, że nielegalnie... A kupowanie na Allegro książek za złotówkę jest?).
    I, tak, uważaj na love story. Dlatego ja nic właściwie na ff.net nie czytam w obawie albo przed tym, albo przed jakością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chomikiem to ja żyję w ścisłej symbiozie, ale nie wszystkie książki, które mnie interesują tam są. I co gorsza czasami nie ma ich również na amazonie, i to głównie tego typu pozycje były powodem moich żalów.
      Na ff.net jestem stałym gościem, ale żeby znaleźć coś wartościowego, to się czasami trzeba przekopać przez sporo wątpliwej jakości tekstów, dlatego też najczęściej czytam teksty z polecenia innych.

      Usuń
  2. Poprawiłaś mi humor swoim wpisem. Zemsta Merlina??? Toż to taki porządny gość xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie jeszcze nie raz jej doświadczę, bo chęć zapoznania się z innym wariacjami na temat legend arturiańskich jest coraz większa. I zgodzę się, że z niego porządny gość, ale zapomina o wszelkich skrupułach, kiedy tylko chodzi o jego ukochanego króla, a w fanfikowej historii Artur miał swoją znaczącą rolę.

      Usuń