Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gadanie trzy po trzy.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gadanie trzy po trzy.... Pokaż wszystkie posty

24 października 2019

21 maja 2017

Zaplątana...

...w nitkach, włóczkach i materiałach. Pół szafy zaanektowała bawełna pospołu z filcem i za każdym razem kiedy tam zaglądam patrzy na mnie z wyrzutem domagając się nowego życia - jako przytulanka, gryzak, lub część wyposażenia dawno obiecanego domu dla lalek. Włóczki kryją się po kątach i  tylko czekają na chwilę mojej nieuwagi, by wyskoczyć z prośbą zamiany na maskotkę, sukienkę dla lalek, lub ozdobę domu. A tym wszystkim lamentom wtórują kilogramy koralików i cekinów schowane głęboko, w trosce o zdrowie i dobre samopoczucie Pana i Władcy *

Zapasy bawełny, która powoli zamienia się w maskotki i ozdoby.
Niestety tempo przemiany jest dużo wolniejsze, niż tempo pojawiania się kolejnych metrów tkaniny

Dwie półki zajęte przez filc, oraz minky. Z powodu chronicznego braku  czasu,
wszystko nadal wygląda jak w dniu zakupu.
I to jest powód mojego milczenia tu. Szukanie nowych wzorów, szycie, wycinanie, wypychanie i próby zrobienia zdjęcia, nim gotowa zabawka zniknie z mojego domu **, zajmuje mi każdą wolną chwilę, tak że na pisanie czasu zupełnie nie starcza. Ale powoli zaczynam za nim tęsknić. Mimo bardzo burzliwego początku roku, wulkan w mojej głowie ucichł i zasnął, pozwalając ponowne cieszyć się z drobnych rzeczy bez farmakologicznego wsparcia. Więc może i niedługo na Marsa zawita spóźniona wiosna...


* Walający się wszędzie filc, bawełna wystarczająco irytują Pana i Władcę
** Jak na razie w tym względzie ponoszę porażkę, za porażką i nim znajdę aparat, maskotki zazwyczaj mają już nowego właściciela

4 grudnia 2014

Postanowienia na nowy rok. I wszystkie kolejne.

Nie wiem czy już o tym wspominałam, ale trzymanie się dat, to nie jest moja specjalność. Zawsze zrobię coś przed czasem (bo mnie nosi i wytrzymać nie mogę), albo po czasie (bo wcześniej zapomniałam). I tak, trzymając się swojej własnej tradycji, robienia wszystkiego nie w terminie, czas podsumować zeszłoroczne postanowienia, oraz poczynić nowe.

28 listopada 2014

Lucy, I'm home!




I ja też wracam na Marsa, mimo że jakaś część mnie równie mocno jak Teal'c w zdrowie psychiczne O'Neilla, wątpi w słuszność tego postanowienia. Ale mój wewnętrzny fangirl czuje głęboką potrzebę radosnego popiszczenia na widok obiektów uwielbienia, podzielenia się swoim ujaraniem z całym światem, oraz pochwalenia się się swoja fanowską twórczością, a nie ma do tego lepszego miejsca niż Wody Marsa. Tak więc, po usunięciu dotychczasowych "problemów technicznych", misja na Marsa rusza ponownie...

12 listopada 2014

Mam dobry dzień...

A może i nie? No bo nadzieja na spełnienie jednego życiowych marzeń znowu legła w gruzach, a mojego psa potrącił samochód. Ale za miesiąc będę mieć kolejną szansę na spełnienie marzeń, psi wypadek miał miejsce na podwórku, podczas parkowania, więc samochód nie jechał zbyt szybko, dzięki czemu pies jest tylko lekko poobijany, dziś w końcu miał premierę trzeci sezon The Confessions of Dorian Gray, co oznacza, że przez najbliższy tydzień nikt inny, poza Dorianem nie będzie dla mnie istniał, no i w końcu dorwałam pierwszą książkę z cyklu Zatoka Cedrów. Zatem skoro dobrych rzeczy było dziś więcej, więc może jednak to jest mój dobry dzień. A przynajmniej chcę w to wierzyć.

13 października 2014

Sen zimowy

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania (...)
Koh 3,1-3
A dla mnie czas najwyższy spakować manatki i opuścić marsjańskie odmęty, bo emocjonalny rollercoaster jaki mi zafundował ten rok wyczerpał ostatnie rezerwy mojej energii i chęci robienia czegokolwiek. Tak więc, zapadam w sen zimowy, z nadzieją, że kiedy przyjdzie wiosna, wszystko się jakoś ułoży.

17 marca 2014

Rzeczy, których nie napiszę

Z pisaniem bywa różnie. Czasami idzie łatwiej, a czasami jak po grudzie, więc są na tym blogu (i pozostałych) takie posty, które powstały w ciągu jednego wieczora, lub popołudnia, są również takie, których pisanie zajęło mi kilka dni. Ale są również takie, których prawdopodobnie nie napiszę nigdy. Z bardzo różnych przyczyn. Bo brak mi czasu na przekopanie źródeł, pomysłu na to, co ma być dalej, albo odwagi, by to w końcu napisać. I tkwią sobie w stanie zawieszenia, w postaci notatek, list z wypunktowanymi najważniejszymi informacjami, albo gotowych już fragmentów. I czekają na cud, który sprawi, że pewnego dnia być może zostaną dokończone.

28 lutego 2014

Czas wstawać, wiosna idzie…

Zapadając w „sen zimowy” planowałam, dłuuugą przerwę od pisania, bo powtarzanie wciąż tych samych historii, tylko w nieco innym opakowaniu staje się nudne, nawet dla samego piszącego. Chciałam odpocząć, zebrać siły i poszukać nowych wyzwań i obsesji, o których mogłabym pisać. Ale zanim zdążyłam uczynić jakikolwiek krok w tym kierunku okazało się, że wyzwania znalazły mnie same. I to nie byle jakie wyzwania, ale takie, które wywracają świat do góry nogami i każą zrewidować wszystkie dotychczasowe plany, i przy których zaczyna się panikować. Więc panikuję i zastanawiam się, co robić dalej, a mój Przyjaciel i Pomocnik w Rozwiązywaniu Spraw Trudnych i Niemożliwych stoi z boku i patrzy na to moje miotanie się z pobłażliwym uśmiechem, czekając cierpliwie jak przypomnę sobie o jego obecności. I o tym, że z Nim nie ma problemów, których nie dałoby się pokonać. 

Ale niezależnie od tego, co się dalej będzie działo, czas na sen się skończył. Tym razem wiosna przyszła wcześniej, niż ktokolwiek jej się spodziewał...

30 stycznia 2014

Dobranoc


Za oknem hula wiatr, sprawiając, że chwilę po wyjściu z domu człowiek ma wrażenie, że trafił na Syberię. Więc nie wychodzę, tylko siedzę w moim pokoju, w towarzystwie kubka gorącej herbaty z cytryną i przeglądam swoje stare pamiętniki. I liczę dni poświęcone na pisanie.

Bo to moje pisanie jest bardzo okresowe. Jest czas kiedy mnie nosi, kiedy emocje buzują do tego stopnia, że muszę się gdzieś wyżyć, bo inaczej zwariuję. I wtedy piszę. Na blogu, w zeszycie, który od lat służy mi za pamiętnik, w kalendarzu, który jest miejscem na moje bieżące notatki. A kiedy wszystko zostanie opisane i ostatnia emocjonalna burza ucichnie przychodzi czas odpoczynku. Bo tak jak po dniu pełnym wrażeń sen jest niezbędny, by mieć siły do mierzenia się z wyzwaniami kolejnego ranka, tak i od pisania czasami trzeba odpocząć, by nadal sprawiało radość. 

Półtora roku to długo jak na moje pisanie. Przynajmniej w ostatnich latach, dlatego też dziś mówię wszystkim dobranoc i udaję się na zasłużony odpoczynek ale...
I'll be back.

31 grudnia 2013

Postanowienia na nowy rok

I tak większości nie dotrzymam, na to nie ma najmniejszych szans, ale pomarzyć zawsze można. Tak więc, w nowym roku:
  • nie będę kupować książek, żadnych książek, bo w tym roku przekroczyłam wszelkie granice zdrowego rozsądku;
  • przeczytam przynajmniej 2% tego, co mam na czytniku i na półkach;
  • obejrzę mniej więcej tyle samo zalegających do lat na półkach filmów i seriali;
  • dokończę swoje dwa fanfiki; 
  • będę regularnie pisać na blogach;
  • napiszę wszystkie zaległe komentarze do tekstów które czytałam;
  • i nadrobię zaległości w tym co jeszcze czeka na przeczytanie;
  • będę systematycznie uczyć się angielskiego, aby opłacony kurs się jednak nie zmarnował;
  • opanuję podstawy hiszpańskiego i wyciągnę z zapomnienia rosyjski;
  • nie dam się wciągnąć w żaden nowy fandom; 
  • będę racjonalnie planować zadania, tak by nie tracić bezproduktywnie czasu;
  • powyższą listę wydrukuję i powieszę na łóżkiem, tak by codziennie mieć ją przed oczami, bo może wtedy uda mi się dotrzymać chociaż jednego postanowienia :)

31 października 2013

31 sierpnia 2013

Pisanie jest trudne...

No i w końcu stało się. Siedzę i piszę swojego pierwszego w życiu fanfika.Chociaż z tym, że to będzie mój pierwszy fanfik to nie do końca prawda. Własne wersje wydarzeń układam właściwie odkąd tylko zostałam świadomym oglądaczem telewizji, bo nie zawsze zgadzam się z tym co zaproponowali twórcy. Czyli trochę doświadczenia już w tym mam, ale do tej pory nigdy swoich rojeń nie utrwaliłam na papierze. Aż do teraz.

17 czerwca 2013

Wynurzenia z kałamarza

Wychodzi na to, że czerwiec jest dla mnie wyjątkowo łaskawy, jeśli chodzi o pisanie. Dramatyczne wyznanie z początku miesiąca było niczym otwarcie puszki Pandory i teraz kolejne pomysły atakują mnie niczym barbarzyńcy Cesarstwo Rzymskie, domagając się natychmiastowej publikacji na blogu. I weź tu wytłumacz takiemu, że jest kolejka i powinien cierpliwie poczekać! Ale póki co, jakoś ową hordę udaje mi się opanować i utrzymać w ryzach, więc nagły zalew mojej pisaniny nie grozi. A dziś, takie nieco niespodziewane przemyślenia na temat pisania i blogowania.

7 czerwca 2013

14 grudnia 2012

Liebster Award

Zostałam obdarowana przez Otai Liebster Award. Co to jest i z czym się wiąże?

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."