29 stycznia 2017

Życia na Marsie początek... czyli historia o tym jak zostałam domorosłym artystą

I co najważniejsze, nie jest co wcale trudne. Wystarczy do tego tylko kilka rzeczy. W moim przypadku były to:
  • opakowania po jogurtach z figurkami
  • markery olejne
  • wyobraźnia połączona z umiejętnościami rysowania na poziomie przedszkola
Obecnie dostępna wersja "piracka", ale przyczyną szaleństwa była wcześniejsza
wersja z jednorożcami, których uzbierałam chyba ok. 20

Opakowanie po zdjęciu warstwy wierzchniej

Markery TOMA, wersja zwykła i "artystyczna"

I przy użyciu tych kilku składników powstało to:





A to dopiero początek, bo w szafie czeka jeszcze kilkanaście metrów bawełny, minky, filcu i najróżniejszych włóczek. Ale o tym, co z tego powstało będzie w kolejnym odcinku :)

3 grudnia 2016

18 lipca 2016

Pi... pi... pisanka

Pogoda za oknem bardziej do wiosny, niż lata pasuje, więc mały zestaw dawno obiecanych, bardzo wiosennych zdjęć. Zdobycznych, bo nadal nie mam czasu zrobić porządnej sesji zdjęciowej swoim pracom, ale od czego są młodsze siostry ;)





16 lipca 2016

Barbie nie jest blondynką...

Właściwie to jest, ale nie zawsze. Bo oprócz Barbie jest też Midge, Stacey, Christie, Teresa, Shani, Nichelle i jeszcze kilkanaście innych panien, które od właściwej Barbie różnią się nie tylko kolorem włosów, ale również i kolorem skóry. Ale wszystkie są produkcji Mattela i należą do różnych linii lalek Barbie A o tym wszystkim dowiedziałam się całkiem niedawno, gdy bardzo pokrętnymi drogami od produkcji szydełkowych pisanek i kocyków doszłam do bycia (początkującym) kolekcjonerem lalek. I to jest chyba jeszcze gorsze niż wcześniejszy pisanko-pierdolec...

Pierwsza (i jak na razie jedyna) emerytka (rok 1992) w mojej kolekcji.
Na razie czeka na uwolnienie z pudełka i jakieś miejsce gdzie mogłaby przycupnąć.

13 marca 2016

19 grudnia 2015

Jaram się... (12)

Jak śpiewał klasyk a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój, więc przyjmując założenie, że świat wrócił do (względnej) normy, jaram się jak Fretka na myśl o randce z Jeremiaszem, bo...

Fretka i Jeremiasz. Ilustracja poglądowa dla tych,
którzy nigdy nie mieli okazji rzeczonych bohaterów spotkać.

  • Pierwszy sezon The Night Shift doczekał się wreszcie wydania dvd, a ja czekam jak do mnie dotrze paczka z amazonu. Nie jest to najwybitniejszy serial medyczny, a wręcz w niektórych momentach, ma tyle wspólnego z rzeczywistością co gry komputerowe, ale obecność Eoina Mackena (Merlin) i Brendana Fehra (Roswell) jest mi w stanie wynagrodzić wszystko. Tym bardziej, że ich bohaterowie mają naprawdę fajne historie.
  • Polskie napisy do drugiego sezonu The Night Shift  powoli, ale jednak powstają, co oznacza, że jeszcze trochę i będę mogła drugi sezon obejrzeć. Od dawna polskie napisy, przy serialach anglojęzycznych nie są mi już niezbędne, ale pełne akcji seriale medyczne są w tym względzie wyjątkiem.
  • Saving Hope będzie miało sezon piąty! Co oznacza, że Preity ma zapewnione kolejne 18 tygodni jarania się, podczas czytania na twitterze cotygodniowej relacji z oglądania. Oczywiście nadal moje oglądanie tego serialu jest w głębokim, ciemnym lesie, (jest jakiś postęp - udało mi się w ostatnim czasie obejrzeć dwa pierwsze odcinki), co nie zmienia faktu, że w chwili obecnej to jeden z moich najbardziej ukochanych seriali (Michael Shanks w obsadzie robi swoje).
  • Jest już świąteczny odcinek The Confessions of Dorian Gray, co po uwzględnieniu zaległego sezonu czwartego, oraz trzech historii dodatkowych (Frostbite, The Worlds of Big Finish: The Feast of Magog, Trick or Treat) oznacza 7 godzin słuchania spędzonych w towarzystwie Doriana. Sądząc po trailerze bardzo ciekawych godzin:
    - Toby
    - Dorian?
    - I think, Santa, just try to kill me...

5 grudnia 2015

***


I czasami ta rzeka rozpaczy jest na tyle duża, że nic nie jest w stanie jej powstrzymać, i jedyną rzeczą, która jest nas w stanie uratować przed utonięciem w tej rzece, jest pozwolić wystąpić jej z brzegów zalewając wszystko inne dookoła. Więc robię to teraz...

Jeśli niewiele z tego posta zrozumiecie, to się nie przejmujcie. To po prostu próba poradzenia sobie z bólem, który jest tak wielki, że jedynym sposobem na ukojenie, jest wykrzyczenie go całemu światu.