2 czerwca 2013

5 powodów do płakania

Bo powody do radości już były. Dawno temu, kiedy zaczynałam swoją przygodę z Merlinem, więc teraz czas opłakać zakończenie. I co z tego że było dawno, jak dopiero teraz mogę myśleć o nim bez ataku histerii. A jeśli ktoś nadal nie może (albo jeszcze piątego sezonu nie widział), to niech pozostałych fanvidów nawet nie próbuje oglądać.

Powód pierwszy: Merlin: for Uther Pendragon

Uther jakoś nigdy nie znajdował się w centrum mojego zainteresowania, ale szukając doktorowych fanvidów do aktualnie ulubionej piosenki trafiłam na to, i okazało się, że piosenka Black Lab pasuje idealnie nie tylko do Doktora.

31 maja 2013

Sushi z Dostojewskim

Kiedy tylko obłąkańczy pęd do czytania, w dużej mierze spowodowany nabyciem nowego gadżetu nieco zelżał, znowu pojawił się serialowo-filmowy głód. Tylko, że zamiast zabrać się za coś z długiej listy pozycji dopraszających się, by w końcu zawrzeć z nimi bliższą znajomość, sięgnęłam po japońską adaptację Braci Karamazow. W końcu po roku oglądania tylko i wyłącznie brytyjskich produkcji czas na odmianę.

Od razu nadmienię, że oryginału nie znam, chociaż ten tytuł zawsze gdzieś w planach zapoznania z klasyką się przewijał, ale jak to zwykle bywa w danym momencie coś innego przykuwało moją uwagę, skutecznie odsyłając dzieło Dostojewskiego „na później”. Aż do teraz, kiedy po dwóch odcinkach popędziłam do księgarni w poszukiwaniu książkowego oryginału. Bo Karamāzofu no Kyōdai zachwyca prawie wszystkim. Dopieszczoną stroną wizualną, kolorami, które czasami wędrują sobie od pełnego nasycenia po sepię, fantastyczną muzyką (Rolling Stones! Pink Floyd! Nirvana!), oraz fantastycznymi kreacjami tytułowych braci i ich wielce antypatycznego rodzica (Bunzo Kurosawa zdecydowanie nie jest bohaterem, którego da się lubić). I tylko po głowie gdzieś się nieśmiało kołacze myśl, na ile trzeba było przykroić oryginał, by dopasować go do współczesnych realiów, oraz zmieścić się w 11 półgodzinnych odcinkach. Ale skoro Brytyjczykom udało się upchnąć Samotnię w 16 odcinkach o podobnej długości, przy okazji robiąc z tego produkcję na tyle fascynującą, że wraz z Panem i Władcą obejrzeliśmy to w dwa dni (tylko i wyłącznie dlatego, że rano trzeba było wstać do pracy; w innym przypadku starczył by jeden), więc czemu tu nie miało by być podobnie. Tym bardziej, że w Kraju Kwitnącej Wiśni, obok różnych głupawych dram, powstają również takie, które potrafią rozsmarować mentalnie widza po ścianach. Chociażby takie Gaiji Keisatsu, będące ucieleśnieniem mulderowego hasła „Trust no 1”, o klimacie tak gęstym, że spokojnie siekierę można by w powietrzu zawiesić. Ale to już historia na inną opowieść, a póki co przede mną nadal 7 odcinków historii o tajemniczym morderstwie Bunzo Kurosawy i skomplikowanych relacjach rodzinnych.

25 maja 2013

To był maj

Hanka pisać kocha, ale czasami ma z tym pisaniem problem, bo "tak by się nam serce śmiało do ogromnych, wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy"*. Ale jak samemu pisać nie można, to przynajmniej parę wierszy można zacytować, jakiś fragment książki i ogólnie ponarzekać na świat (a szczególnie na kończący się sezon w telewizji).

23 maja 2013

Jaram się... (2)

Czas na kolejne podsumowanie, co aktualnie rozpala moją wyobraźnię i nie daje mi spać po nocach. Tak więc obecnie jaram się:
  • recenzjami i zdjęciami z The Temptest. Colin jako Ariel wygląda tak odmiennie od Merlina, że ja już chcę tą sztukę zobaczyć.
  • Siódmym sezonem Doktora Who (szczegóły tu i tu), a w oczekiwaniu na odcinek rocznicowy szukam ciekawych fanvidów z Jedenastym i nadrabiam zaległości w filmografii Matta. I zachwycam się piosenką, która idealnie do Doktora (i jego "zapomnianego" wcielenia) pasuje.
  • Drugim sezonem The Confessions of Dorian Gray oficjalnie już dostępnym w przedsprzedaży. A za dziewięć tygodni... będzie się działo.
  • Zapowiedzią The Picture of Dorian Gray, bo oprócz powieści będzie również i muzyka z The Confessions of Dorian Gray, oraz:
    And don't forget that all pre-ordered copies will be signed by Alexander Vlahos...
    Jak w sierpniu nie będę dawać znaku życia, będzie to oznaczać, że mi ostatecznie z nadmiaru szczęścia odbiło.

21 maja 2013

Main Hoon Na / Jestem przy tobie (2004), reż. Farah Khan

Tytuł polski: Jestem przy tobie
Tytuł oryginalny: Main Hoon Na
Reżyseria: Farah Khan
Scenariusz: Farah Khan
Muzyka: Javed Akhtar, Anu Malik
Rok produkcji: 2004

Po tragicznej śmierci ojca na barki Rama spada obowiązek doprowadzenia do końca projektu „Pojednanie”, mającego na celu zażegnać (lub przynajmniej złagodzić) odwieczny konflikt między Indiami i Pakistanem. Dodatkowo musi również ochronić córkę generała Bakshi, która w związku z projektem znalazła się na celowniku terrorystów, odnaleźć i nakłonić do powrotu do domu brata i macochę, oraz poradzić sobie z uczuciami do pięknej nauczycielki chemii. Dużo spraw jak na jedną osobę? Może i tak, ale nie ma się czym martwić, major Ram Prasad Sharma, to chluba indyjskiej armii; przystojny niczym sam Apollo, silny i sprawny niczym Supermen poradzi sobie z każdym problemem. I z każdą ich ilością.

Jestem przy tobie to film dla mnie wyjątkowy, bo od niego zaczęła się moja szalona miłość do indyjskiej kinematografii, zwieńczona ponad setką tytułów stojących na półce. W pierwszych minutach seansu na widok tego, co się działo na ekranie, nie dowierzałam własnym oczom, ale słyszałam już wcześniej, że Bollywood jest bardzo specyficzne, więc wszystkie cuda wianki, jakie wyczyniali bohaterowie podpięte zostały pod „różnice kulturowe” i przeszłam nad nimi do porządku dziennego. Ale szybko musiałam zrewidować moje poglądy, bo po w miarę poważnym początku film podryfował w stronę radosnej komedii, wymieszanej z dramatem, sensacją i kinem akcji, lądując o całe lata świetlne od jakiejkolwiek powagi.

Jestem przy tobie to film wyjątkowy, bo idealnie nadaje się do wielokrotnego oglądania. Za pierwszym razem nie da się wyłapać wszystkich smaczków i ukrytych bonusów, ponieważ historia jest tak wielopoziomowa, że na „ogarnięcie” wszystkiego trochę czasu potrzeba. Jest projekt „Pojednanie” i opowieść o konflikcie między tym, co kiedyś było jednością, jest historia o skłóconych rodzinach, które w końcu odnajdują właściwą drogę, a także cała masa cytatów i nawiązań: do klasyki kina indyjskiego (piosenki R.D. Burmana, Sholay) zachodnich hitów (Robocop, Matrix), jak i Ramajany (Ram, Laxman, Raghavan, finałowy pojedynek).

Farah Khan bardzo umiejętnie połączyła ze sobą, na pierwszy rzut oka niezbyt pasujące elementy w jedną, spójną całość, która powinna przypaść do gustu nawet zagorzałym przeciwnikom "boliłudów", bo Jestem przy tobie to naprawdę kawał porządnej rozrywki.


Wszystkich zainteresowanych nieco bardziej filmowymi cytatami i nawiązaniami, odsyłam do wątku poświęconego filmowi na forum bollywood.pl, gdzie można znaleźć wszystko to co wypatrzyli użytkownicy (a trochę tego jest), opatrzone stosownym komentarzem i wyjaśnieniem.