Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam swoją przygodę ze szkołą, odcyfrowanie tego, co kryją w sobie małe złośliwe znaczki, zwane potocznie literami, było nie lada wyzwaniem. I pewnie nadal by było, gdyby nie rodzice, którzy poświęcili sporo czasu, bym przynajmniej w stopniu przyzwoitym opanowała trudną sztukę czytania. A kiedy pierwsze przeszkody zostały pokonane, mama nadal dbała o to, by w domu zawsze było coś do czytania, co w schyłkowym okresie PRL nie było rzeczą łatwą, ponieważ jak na każdy towar w tamtych czasach, na książki trzeba było polować. Ale na szczęście istniały biblioteki i kiedy wreszcie zawędrowałam w progi miejscowej skarbnicy książek, moje czytanie wzniosło się na nowy poziom, który nieco wystraszył rodziców (w sumie, to każdy by się zaczął bać, gdyby mu dziecko będące w piątej klasie podstawówki, co tydzień torbę pełną książek z biblioteki do domu przynosiło), co w konsekwencji zaowocowało nałożeniem na moją skromną osobę limitu jednej książki na tydzień. Jednakże limit ów nie dotyczył treści, więc swobodnie mogłam czytać wszystko co mi tylko w oko wpadło. I skutkiem tego w chwili obecnej...
20 stycznia 2015
16 stycznia 2015
Co mi w duszy gra... (2014)
Jak pisałam już kiedyś mi zawsze coś gra, bo w ciszy nie jestem w stanie wysiedzieć. I zawsze wśród tego, co gości na mojej playliście znajdzie się kilka utworów, których słucham częściej niż innych. A zeszłym roku były to...
28 grudnia 2014
Przepraszam, czy tu biją, czyli ukochanych filmów część II
Jednym z elementów, jaki skutecznie jest w stanie zachęcić mnie do obejrzenia filmu, jest odpowiednia ilość widowiskowych bijatyk i rozwalania przynajmniej połowy miasta. Odpowiednia, czyli nie za dużo, bo nawet najwspanialsze bijatyki nie obronią filmu, jeśli nie będą dodatkiem do interesującej fabuły. I dziś będzie o takich filmach, które oprócz dobrej historii, oferują całkiem porządne mordobicia i rozwalanki.
24 grudnia 2014
For the love of Camelot!
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament...
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament...
I trzeba przyznać, że twórcom Merlina udało się to perfekcyjnie...
22 grudnia 2014
Blackout, czyli książki, o których nie napiszę
Blackout, to takie czytelnicze bingo zaproponowane przez autora bloga Otwierasz książkę i..., na które trafiłam przez blog Ann. Zasady są proste i mało restrykcyjne, ale z moim kryzysem w pisaniu w ostatnim czasie, szanse na realizację i tak są nikłe. Ale zawsze mogę pogdybać, jakie książki mogłabym w ramach wyzwania przeczytać i (być może) o nich napisać. Zatem gdybym brała udział, to przeczytałabym...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

